Deszcz rytmicznie uderzał o blaszane parapety okien, a
zmoknięte kundle skomlały w ukryciu. Stare schody skrzypiały pod ciężarem
gości. Zgarbiony mężczyzna z łysiejącą
głową i twarzą pokrytą zmarszczkami powoli prowadził kolejnego nieświadomego
lokatora do mieszkania na poddaszu.